Strona 18 z 63

Re: Winda korbowa do opuszczania opraw na przewieszkach

PostNapisane: 7 czerwca 2008, 21:59
przez cieszyn
neon44 napisał(a):ciekawe info może windki korbowe do pastorałów winny mieć osobny wątek. Jeśli tak to załóż go Cieszynie


Pewnie masz rację, ale wówczas należałoby wszystko co do tej pory tu napisaliśmy tam przenieść, a to łatwe by nie było :(

Zostawmy na razie jak jest, może jak dojdzie do przełomu - czyli będziemy mieć zdjęcia tych mechanizmów z pastorałów (mam plan, jak je zdobyć) to może wtedy :?

Re: Winda korbowa do opuszczania opraw na przewieszkach

PostNapisane: 16 czerwca 2008, 23:13
przez cieszyn
Moi drodzy (czytaj: cieszynie drogi) już niebawem [cokolwiek by to słowo nie oznaczało] ujrzycie tu fotki najprawdziwszego mechanizmu do opuszczania opraw - rodem z Rembertowa!
Co ciekawe, będzie to wersja STEREO !

Re: Winda korbowa do opuszczania opraw na przewieszkach

PostNapisane: 17 czerwca 2008, 11:31
przez rtęciówka
cieszyn napisał(a):Moi drodzy (czytaj: cieszynie drogi) już niebawem [cokolwiek by to słowo nie oznaczało] ujrzycie tu fotki najprawdziwszego mechanizmu do opuszczania opraw - rodem z Rembertowa!
Co ciekawe, będzie to wersja STEREO !

Super, nie mogę się doczekać :!: :) A wersja STEREO, to znaczy...????

Re: Winda korbowa do opuszczania opraw na przewieszkach

PostNapisane: 17 czerwca 2008, 13:21
przez cieszyn
Wait patiently, please - musze tam wpierw zajechać

Czyżbym nie był sam do tych windek? - rtęciówko :?: :shock:

Re: Winda korbowa do opuszczania opraw na przewieszkach

PostNapisane: 17 czerwca 2008, 23:16
przez cieszyn
Zanim zapodam zdjęcia windek , ciekawy tekst z Internetu:

źródło: http://exmedia.pl/newsy/upload/fullnews.php?id=212

Saska Kępa



W książce Bronisława Kopczyńskiego „Przy naftowej lampce” czytamy: „Od ulicy Francuskiej szło się do mnie na przełaj na Genewską , przez dołki, górki, bajorka i glinki. W poprzek dzisiejszych ulic rosły bezceremonialnie rosochate, popróchniałe wierzby, oznaczające niegdyś granice posiadłości. W głębi ulicy Radziłowskiej, w co dziś trudno uwierzyć, gdyż stoi tam obecnie dom murowany, płynął jeszcze w 1935 roku strumyk, zarośnięty po brzegach krzakami, jak za dobrych wiejskich czasów Kawczej Kępy. Kiedyś przepływał również zygzakiem koło dębu kilkusetletniego, który stał jeszcze do drugiej wojny, w miejscu gdzie całe pokolenia warszawiaków odwiedzały bardzo popularną knajpkę Pod Dębem. Tam prócz napojów wyskokowych i domowych flaków można było pohasać na zielonej trawce. A podczas deszczu – na drewnianej sali, nad którą sterczał na podgniłych słupkach duży, kryty gontem dach. Bliskość strumyka bardzo umilała przebywanie na tanecznej sali, gdyż w razie przemęczenia panowie i panie mogli się ochładzać przez moczenie nóg i nóżek”

Francuska to główna ulica Saskiej Kępy. Zabudowana jest głównie budynkami willowymi i kamieniczkami sprzed II wojny światowej. Bywałem tam nie raz. Gdy nie miałem ochoty iść do szkoły, wraz z kolegami wsiadaliśmy w tramwaj i ruszaliśmy czym prędzej do naszego kolegi, który mieszkał w domu numer 8 – w willowej kamieniczce z lat trzydziestych. Budynek ten był – i jest nadal – lekko zaniedbany. Z szarej elewacji odpada tynk, zaś na klatce schodowej ściany pomazane są przez grafficiarzy. A jednak dom ten jest pełen uroku – wąski korytarz, z którego wiedzie klatka schodowa, prowadzi od drzwi frontowych na podwórko, połączone z sąsiednimi kamieniczkami – nr 4 i 6. Na podwórzu znajduje się kilka ławek i trzepak – niemal wszystko to, czego potrzebuje prawdziwie warszawskie podwórze.
Saska Kępa nie jest dzielnicą starą. Jako willowa część Wielkiej Warszawy istnieje od około siedemdziesięciu lat. Przedtem była tu nieco dzika Kawcza Wyspa, której dzieje sięgają XVI wieku. Pierwotnie była to bowiem wieś Solec. „Jednym z ważnych powodów, dlaczego twierdzimy, iż dzisiejsza Saska Kępa mogła być dawną wsią Solec, jest ten, że w dowodach XVII i XVIII wieku nazywano ją Kępą Solecką. Co większa, wykryte świeże źródła historyczne o kościele istniejącym we wsi Solec przekonują, że grunta należące do świątyni rozciągały się także na Kępie dziś zwanej Saską” – pisał Aleksander Wejnert w 1850 roku.
Pod koniec XVI i na początku XVII stulecia ku upamiętnieniu stacjonujących tu wojsk holenderskich pod komendą książąt d’Orange, zaczęto Kępę przezywać „Holendrami”, „Olendrami”, wreszcie „Oleandrami”. „Pierwszym właścicielem z domów panujących w Polsce do praw na posiadłościach Kępy był królewicz Jakub Sobieski (…) Jakub Sobieski, straciwszy nadzieję na posiadanie tronu, gdyż August II już go był otrzymał, przywilejem 26 kwietnia 1699 r. ustąpił swych praw do Saskiej Kępy” – czytamy u Wejnerta. Czyżby ku czci królewicza Sobieskiego uliczkę równoległą do al. Waszyngtona nazwano Jakubowską?
Było też mnóstwo knajp i piwiarni (zwanych wówczas „bawariami”). Najsłynniejszą była chyba bawaria „Pod Dębem”, znajdująca się niedaleko obecnego placu Przymierza. Cóż stało się z tym słynnym, najsłynniejszym saskokępskim budynkiem? Zapewne w latach dwudziestych XX wieku, podczas gwałtownego rozwoju dzielnicy, został po prostu rozebrany. Był to dom drewniany, wiekowy, i jego stan zapewne nie pozwalał już na dalsze użytkowanie. Podobny los spotkał pod koniec lat 30. inny drewniak. „Jeszcze w latach trzydziestych autobusy nie mogły kursować na Saską Kępę, gdyż na rondzie Waszyngtona do połowy ulicy Francuskiej rozpościerał się tonący w kwiatach drewniany dworek w otoczeniu owocowego sadu” – wspomina Bronisław Kopczyński.
Gdzie dziś szukać drewnianych domów na Kępie? Nie masz, nie masz ani jednego sosnowego dworku, pachnącego żywicą. Nowoczesne wille sąsiadują z domami pochodzącymi sprzed wojny. Funkcjonalne kamienice do dziś zachwycają swoją przedwojenną świetnością. Ulice wybrukowane kocimi łbami zalano asfaltem, zaś przedwojenne, cudem ocalałe z pożogi wojennej latarnie pastorałki zastąpiono nowymi, nieudolnie naśladującymi swe poprzedniczki. Tak o latarniach Saskiej Kępy pisze Mikołaj Grodecki, którego wspomnienie zostało włączone do książki Hanny Faryny-Paszkiewicz „Saska Kępa w listach, opiniach, wspomnieniach”:

„W mojej pamięci również latarnie na ulicach pozostały w większości te same – typu pastorał. Co więcej nawet ich przybyło. Latarnie intrygowały mnie już od wczesnego dzieciństwa. Pamiętam, że początkowo zapalane były ręcznie przez specjalnego latarnika, który, gdy się ściemniło, wędrował wzdłuż ulic, otwierał specjalnym kluczem pokrywę (najczęściej zdobioną pięknie odlaną w żeliwie syrenką), a następnie poprzez wykręcenie porcelitowego bezpiecznika, zapalał wielką żarówę. Otaczał ją klosz zrobiony z mlecznobiałego szkła, w kształcie torusa. W przypadku gdy latarnia nie zapalała się, latarnik ów, kręcąc korbą opuszczał całą głowicę, wymieniał żarówkę na nową i z powrotem wciągał ją na miejsce (…) Latarnie na Kępie były różnego typu i w zróżnicowanej ilości oświetlały ulice i uliczki dzielnicy”. Mikołaj Grodecki wspomina, iż przy ulicy Aldony stały dwie żeliwne pastorałki, zaś ulice Saska i Wandy oświetlone były świetlówkami na żelbetowych słupach (do dziś cztery takie świetlówki zachowały się na terenie Wojskowej Akademii Technicznej, naprzeciwko zbiegu ulic Radiowej i Ebro).
Choć zmieniają się detale, bez zastanowienia mogę powiedzieć: Saska Kępa była i jest jedną z piękniejszych dzielnic Warszawy.
Przemysław M. Burkiewicz


Co do fragmentu:
. . . a następnie poprzez wykręcenie porcelitowego bezpiecznika, zapalał wielką żarówę.

To chyba raczej wkręcenie bezpiecznika zapalało żarówkę :!:

Re: Winda korbowa do opuszczania opraw na przewieszkach

PostNapisane: 18 czerwca 2008, 08:49
przez neon44
:o :shock: ciekawe informacje

Re: Winda korbowa do opuszczania opraw na przewieszkach

PostNapisane: 18 czerwca 2008, 12:13
przez FOX
no i piszą o jakiś zachowanych OUSF/ UOSF :D

Re: Winda korbowa do opuszczania opraw na przewieszkach

PostNapisane: 18 czerwca 2008, 20:50
przez cieszyn
Na stronie http://www.zydzi.lubaczow.pl/?kat=wspomnienia&id=9

Znalazłem kolejny dowód na istnienie widnek korbowych, tym razem widać, ze służyły już dawno temu, bo używano ich do opuszczania lamp . . . gazowych.
To mała rewelacja, bo dotąd sądziłem, że mechanizmy te używano wyłącznie do opuszczania opraw elektrycznych. To przesuwa wstecz ich pierwsze zastosowania. Owszem, nie wiemy, jak one wyglądały w czasach latarni gazowych, ale oprawy gazowe opuszczano na drucie w dół, więc pewnie był tam jakiś mechanizm

Cytat:

Pamiętam jeszcze Lubaczów, kiedy wieczorem w oknach świeciło się światło z lamp naftowych, a na ulicach w dużych odstępach od siebie były umieszczone słupy, z których zwisały duże czarne lampy oświetleniowe, naftowe a potem gazowe, dające słabe oświetlenie w małej odległości od słupa. Lampy te były nieliczne i znajdowały się zwykle na rogach ulic i w rynku. Przed zapadnięciem zmroku chodził od lampy do lampy pracownik tzw. Gminy (obecny Urząd Miejski) z małą drabinką wspinając się po niej do zapalenia lampy, potem chodził już bez drabinki, spuszczając lampę na drucie na dół, po zapaleniu podciągał ją z powrotem do góry. Jak opowiadała mi matka, jeszcze przed pierwszą wojną światową, w nocy, jak wracali z rynku, z szynku do koszar austriaccy oficerowie pijani, to cięli po tych lampach szablami (przejaw bohaterstwa) i ulica Kościuszki dawniej zwana Młodowską-koszarową tonęła w ciemnościach.

Re: Winda korbowa do opuszczania opraw na przewieszkach

PostNapisane: 18 czerwca 2008, 22:10
przez Paweł
FOX napisał(a):no i piszą o jakiś zachowanych OUSF/ UOSF :D

Ja tam takowych nie widziałem. Są najstarsze łyżki i nowe Strady...

Re: Winda korbowa do opuszczania opraw na przewieszkach

PostNapisane: 20 czerwca 2008, 23:00
przez swietlik
Super materiał :!: CieszynQ ;)
A ciekawe dlaczego ten gościu nie zapalał lamp wszystkich jednocześnie z jakiejś skrzynki... Musiał chodzic od słupa do słupa :?:
Może był jakimś fanatykiem oświetlenia :) albo miał płacone za godzinę :mrgreen: